niedziela, 22 sierpnia 2010

Dawno, dawno temu...

AUTORKA: Isa (Larhetta)
Dawno, dawno temu...

Historia Pogan Wrocławskich

Dawno, dawno temu żyła sobie w mieście krasnoludków czarownica. Lubiła różowe króliczki, gorące kąpiele z bąbelkami i kolorowe drinki ze słomką. Kiedy szła ulicą świat zamierał, a wszystkie (zwłaszcza męskie) oczy śledziły każdy jej krok. Wieczorami zaczytywała się w literaturze boginicznej i bardzo chciała zostać wiccanką. A na imię jej było Mojmira.

Pewnego dnia spotkała miejskiego szamana. Słońce jasno świeciło, Księżyc był w w nowiu, a planety szalały na niebie układając się w najpomyślniejsze koniunkcje. I tak pierwszy raz zgromadzili się w jednym miejscu poganie, zawarli przymierze i świętowali Jesienną Równonoc.

Dzień za dniem, miesiąc za miesiącem, grupa rosła. Pojawił się mistyk zawoalowany w opary transcendentalności, później nadeszło niczym asatryjski płomień gniewu rudowłose dziewczę z wilkiem na ramieniu. Szaman dalej kolekcjonował kości, nad miastem przeleciał poetycznie motyl, a miesiące zamieniły się w rok, gdy przybyły “Hinduski” sprowadzając ze sobą powiew Orientu. Pojawił się melancholijny kawaler o bezdennych oczach, później ochrzczony pieszczotliwie jako “Pierzasta pierdoła”. Zagrzmiało, ziemia zadrżała, a z nieba zleciała - prosto w sam środek - przemoczona wiedźma z bandą niewychowanych duszków - i utkwiła na szczycie - dekoracyjnie, z uśmiechem na ustach - jak wisienka na pogańskim, lukrowanym w króliczki i nietoperze torcie.

Świat był piękny w tych dniach. Wybiła jednak złowroga godzina, Dziki Gon przegalopował po późnojesiennym niebie, a na horyzoncie zgromadziły się czarne, wychudzone sępy, przyciągane obietnicą cyfrowej krwi. Zawierucha przetoczyła się przez cały świat, od zielonych wysp na dalekim chłodnym morzu, przez krainy dawnych Germanów, aż po wschodnie rubieża słowiańskie. Krzyki trwały, walki trwały, a bogowie (niezwykle zgodnie) tylko kręcili z politowaniem swymi boskimi głowami.

Poganie z miasta krasnoludków drżeli. Pewnej nocy zwołali zatem walne zgromadzenie i wznosząc puchary z winem i miodem, zakrzyknęli: “W jedności siła!”. A szaman miejski w porywie wyrafinowania dodał: “Jedność to kupa! A kupy nic nie ruszy!”.

I tak Poganie Wrocławscy dalej piją, dalej tańczą, dalej palą - i nadal w zgodzie trwają.

NIE-KONIEC

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz